Przyczepka rowerowa Hamax Pioneer – nasza opinia po roku użytkowania

Zanim kupiliśmy przyczepkę do roweru, zrobiliśmy niezły rekonesans. Przyczepek rowerowych jest na rynku cała masa, w różnej stylistyce i w rozmaitych budżetach.

Po roku użytkowania i niezliczonych podróży, możemy śmiało zarekomendować Wam model, który wybraliśmy, czyli dwuosobową przyczepkę Hamax Pioneer z Decathlon.

Co zdecydowało o tym, że wybraliśmy właśnie Hamax Pioneer?

Braliśmy pod uwagę kilka aspektów:

1. stosunek ceny do jakości

Na Allegro przyczepki dla dwójki zaczynają się już od 600 zł, a jedne z droższych modeli oscylują wokół 7 000 zł. Rozstrzał jest więc olbrzymi i wybrać rozsądnie to nie lada sztuka. Tu cena wydawała mi się bardzo w porządku patrząc na mnogość funkcji, które oferuje producent.

2. łatwość prowadzenia w momencie użytkowania przyczepki zamiast wózka

Model który wybraliśmy z łatwością można prowadzić jedną ręką, co potwierdza nawet moja mama, która wychodząc na spacery z Gabrysiem wybiera przyczepkę. Od miesięcy wózek, który wcześniej służył nam niemal codziennie, leży złożony w garażu.

Myślę, że ogromne znaczenie ma tu także fakt, że mieszkamy tuż obok lasu, a ogromne, pompowane koła przyczepki sprawiają, że jazda po nierównym terenie to czysta przyjemność, a nie walka o życie.

Jeśli chcecie złożyć przyczepkę na płasko do bagażnika, wystarczy jedno kliknięcie, by zdjąć kółka. Na zdjęciu poniżej widać jednak, że w centralnej części koła brakuje gumowej zaślepki. W pierwszym miesiącu użytkowania zgubiliśmy obie. I tak sobie myślę, że zgubić je jest tak łatwo, że… nie warto się do nich zbytnio przywiązywać. Zaniepokojonych pocieszę – ich brak nie ma żadnego wpływu na eksploatację.

3. odpowiednią amortyzację

Okazuje się, że te tańsze wersje przyczepek amortyzacji nie mają, i mogę sobie tylko wyobrazić, co dzieje się z dziećmi, które podróżują ciągnięte za rowerem po nierównym terenie…

Tutaj amortyzator ma regulowaną moc (żółta sprężyna widoczna na zdjęciu), dzięki czemu możemy zmienić ustawienie w zależności od obciążenia oraz rodzaju terenu, po którym podróżujemy.

4. wielkość bagażnika

Wiadomo, że na wycieczce rowerowej z dziećmi mamy masę gratów. Od wiaderek do piasku, poprzez zapasowe pieluchy, mokre chusteczki, ubrania na zmianę, przekąski i napoje, po spraye na komary i inne cudowności. Gdzieś to trzeba trzymać, a bagażnik w tym modelu jest naprawdę zacny.

Mieści się tam absolutnie wszystko, co potrzebne na wycieczce. Dzięki temu przy czepka sprawdza się też rewelacyjnie podczas wyjścia na plażę. Dzięki temu wózkowi, po raz pierwszy nad morzem nie wyglądałam jak matka wielbłądzica.

5. łatwość składania

W teorii (i na filmikach z YouTube) było to jak bułka z masłem, wystarczyło pociągnąć za dwa paski i złożyć przyczepkę na płasko. W praktyce, zanim nauczyliśmy się sprawnie ją składać, kilka razy doszło niemal do rozpadu związku małżeńskiego, bo przecież ŹLE TRZYMASZ, ŹLE CIĄGNIESZ!!

Kilka dni i kilka telekonsultacji ze znajomymi później, opanowaliśmy składanie tego cacka do perfekcji. Ale ostrzegam, zanim mechanizm zacznie płynnie działać, można zwariować. Powinni zamieścić w instrukcji ostrzeżenie: „pierwsze składanie wymaga cierpliwości”.

6. możliwość regulacji oparcia w razie drzemki dziecka

Nie jest to co prawda pochylenie aż do pozycji leżącej, ale zdecydowanie przydatna funkcja.Warto wspomnieć, że oba siedzenia rozkładają się jednocześnie, nie ma możliwości by jedno dziecko opuścić, podczas gdy drugie nadal siedzi pionowo.

Jak widać na poniższym zdjęciu, niespecjalnie przeszkadza to w spaniu 🙂

Pięciopunktowe pasy trzymają bobasa w ryzach nawet podczas drzemki w podróży, a na postoju można swobodnie położyć małego człowieka do spania na boku. Oczywiście pod warunkiem, że starszak zwolni miejsce i pobiegnie bawić się w piasku 😉

7. ochrona przed owadami, deszczem i słońcem

Podejrzewam, że zdecydowana większość podobnych sprzętów ma moskitierę oraz folię przeciwdeszczową na wyposażeniu, bo ciężko mi wyobrazić sobie bez nich podróż za rowerem. To taki must have. Nawet podczas drzemki w parku wystarczy zasunąć suwak i dziecka nie zeżrą komary. Z deszczem analogicznie.

Podsumowując: ten sprzęt to rewelacja!

Nasza przyczepa zjeździła z nami kawał świata i towarzyszyła nam nawet podczas ostatniej podróży do Włoch.

Sprawdza się świetnie jako przyczepka rowerowa, wózek dla dwójki, czy wózek na plażę.

Ma gumową podłogę, przegródki z gumką do przechowywania gadżetów, kieszonkę na suwak w bagażniku. Od góry ma przezroczysty dach, który w razie mocnego słońca posiada daszek na rzepy. Szybko i łatwo przepina się z systemu mocowania rowerowego na zwykłe koło. Rączka do prowadzenia wózka ma regulację wysokości, dzięki czemu i wysoki i niski człowiek będzie dobrze czuł się podczas prowadzenia.

Mieści się podczas przechodzenia przez większość drzwi. Jedynie w przypadku, gdy traficie do windy z lat 80′ może być problem. Stare bloki spełniały inne standardy niż dzisiejsze budownictwo. Na zakupy w Lidlu mogę z tym wózkiem na spokojnie iść i nie utknę w żadnej z alejek. W osiedlowym spożywczaku natomiast raczej nie przejedziecie.

Cóż więcej mogę rzec… Jeśli macie jakieś przyczepkowe pytanie, śmiało piszcie do mnie na instagramie.

Jeśli natomiast chcielibyście po mojej rekomendacji nabyć ten genialny sprzęt, możecie skorzystać z TEGO linka afiliacyjnego.

 

Patrycja

 

Tagi
O autorze
Bezkonkurencyjna mistrzyni robienia wszystkiego na ostatnią chwilę, gaszenia pożarów, które przez to wybuchają. Niepoprawna optymistka (mąż nazywa to naiwnością, ale ja wiem swoje). Siłą napędową są dla mnie ludzie, którymi się otaczam. Jak mawia moja mama, od zawsze próbuję bywać jednym tyłkiem na dwóch weselach - no nie umiem usiedzieć w miejscu, ciągle mnie gdzieś nosi. Wychowuję dwóch małych chłopców i co rano moim głównym zadaniem jest to, by przetrwać do wieczora. Ach, no i angażuję w to również mojego męża, który często rozkłada mnie na łopatki swoim poczuciem humoru i niespożytą energią.

2 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.