O ciążowym mózgu, a raczej jego braku

Zmartwiona stanem swojego umysłu w obliczu zaawansowanej ciąży (a raczej hmmm… jak by to ująć? brakiem mózgu?), postanowiłam zgłębić nieco temat zmian, jakie zachodzą w środku mojej głowy na tym wspaniałym etapie życia. Pomyślisz: „Matko kochana, co nią tak szarpnęło, że rzuciła się na artykuły amerykańskich naukowców?! Desperatka jakaś”.

Ano wyobraź sobie, że idziesz do Biedrony po zakupy na obiad. W głowie masz listę zakupów, bo przecież zrobienie mielonego z ziemniakami i mizerią nie wymaga od Ciebie nadludzkich umiejętności analitycznych. Przekraczasz próg sklepu, a Twoim oczom ukazują się wielkie skrzynki z warzywami i uginające się od nadmiaru towarów półki. Stajesz jak wryta i myślisz: „Po co ja, do cholery, tu przyszłam? Co ja miałam kupić?”. W myślach próbujesz odtworzyć listę zakupów, ale zamiast niej z najskrytszych zakamarków Twojego umysłu dobiegają znajome dźwięki: „Ona by tak chciała być tu ze mną…”. Trolololoooo. Nie no, bez jaj. Mijają sekundy… i znowu: „Bejbi szark tu tu ru tututu!”…

Mizeria!! Mizerię miałam zrobić. Co jest potrzebne do zrobienia mizerii…? Martwa cisza. Pustka w głowie. Już wiesz, że jesteś na przegranej pozycji. Możesz stać tak kolejne 5 min, w głowie szukając przepisu. Lepiej wygooglować. MIZERIA… no przecież, że ogórki! 

Tak to mniej więcej wygląda w moim przypadku. Jakieś 15 razy dziennie. Choć chcę wierzyć, że w swoim odmóżdżeniu nie jestem odosobniona.

Ale do sedna! Zaczęłam szperać w sieci i natrafiłam na raptem kilka badań i artykułów, które jednoznacznie stwierdzają, że coś jednak jest na rzeczy. 

Tego, że w ciąży zmienia się ciało kobiety, nie trzeba specjalnie nikomu tłumaczyć. Pierwsze, o czym pomyślisz, analizując sytuację, to zapewne to, że niebawem urośnie Ci brzuch. Przy dobrych wiatrach lada moment będziesz mieć cycuszki, o jakich marzyłaś, czy pupkę Beyoncé. W gorszym wariancie i przy odrobinie pecha przytyjesz jak swoja babcia, ale… nie zakładajmy takich scenariuszy. 

No ale co z Twoją głową? Tam też zajdą spore zmiany, i z tego, co wyczytałam, utrzymają się jeszcze dłuuugo po porodzie. Ile to jest długo? Hiszpańscy naukowcy (tak, też jestem zaskoczona, że jednak nie amerykańscy) twierdzą, że co najmniej dwa lata. Nie oznacza to bynajmniej, że przez cały ten czas będzie tak źle jak podczas moich zakupów w Biedronce, choć w sumie… kto wie?

W czasie trwania ciąży kurczy się w mózgu kobiet istota szara, czyli innymi słowy – stajemy się uboższe w szare komórki. Tak, zgadzam się, że niektóre babki już przed ciążą sprawiają wrażenie cierpiących na taką przypadłość, niemniej jednak nie o tym ta historia. 

Istota szara odpowiada za kilka dość istotnych dla nas kwestii, m.in. za pamięć, myślenie abstrakcyjne, język, planowanie działań czy inteligencję. Kiedy więc jakaś jej część zanika, efekty mamy takie, jak we wspomnianej historii zakupowej. Niesprawiedliwe? Niekoniecznie! Pasuje mi tu jak ulał stwierdzenie „mniej znaczy więcej”. Pamiętaj, że utrata objętości to niekoniecznie utrata funkcji.

Może Ci się wydawać, że faktycznie Twój mózg zamienia się w rozgotowanego kalafiora, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Istnieje teoria, wg której mózg ciężarnej dostosowuje się do nowej roli, by lepiej odpowiadać na potrzeby nowo narodzonego dziecka. No cóż, jako mama będziesz musiała rozwiązywać nieco inne problemy niż te, na których skupiałaś się jako człowiek bezdzietny. Nie dla Ciebie deadline’y, ASAP-y i inne korporacyjne stresory. Teraz skupisz się raczej na tym, jak przetrwać pierwsze tygodnie ze ssakiem uwieszonym na piersi, a to wymaga zgoła innych umiejętności i zupełnie nowych kompetencji. Być może zapomnisz na chwilę, z czego robi się mizerię, ale za to będziesz sprawnie żonglować wyzwaniami życia codziennego, jak nikt inny.

Jakie obszary mózgu najbardziej zmieniają się w ciąży? Te, które odpowiadają za funkcje społeczne, czyli za rozumienie, co myśli i czuje inna osoba.  Z egocentrycznej kobiety możesz więc zmienić się w skupioną maksymalnie na dzidziusiu matkę roku. 

Wygląda na to, że chcąc nie chcąc, mózg po prostu sam dostosowuje się do nowych priorytetów, które za chwile zdominują Twoje życie. Czyli hasło LESS IS MORE nabiera nowego znaczenia. 

 

Tagi
O autorze
Bezkonkurencyjna mistrzyni robienia wszystkiego na ostatnią chwilę, gaszenia pożarów, które przez to wybuchają. Niepoprawna optymistka (mąż nazywa to naiwnością, ale ja wiem swoje). Siłą napędową są dla mnie ludzie, którymi się otaczam. Jak mawia moja mama, od zawsze próbuję bywać jednym tyłkiem na dwóch weselach - no nie umiem usiedzieć w miejscu, ciągle mnie gdzieś nosi. Wychowuję dwóch małych chłopców i co rano moim głównym zadaniem jest to, by przetrwać do wieczora. Ach, no i angażuję w to również mojego męża, który często rozkłada mnie na łopatki swoim poczuciem humoru i niespożytą energią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *