O mamie, która chciała za bardzo

Ile to razy słyszałam od swoich koleżanek: ojej Ty to jesteś super mamą bo… (tu wstaw sobie historię, jaka przychodzi Ci pierwsza do głowy)

-gotujesz dziecku w domu obiadki,

-dużo się z nim bawisz, a mi to się nie chce,

-czytasz mu książki, a mój to ucieka i nie chce słuchać…

Te i inne słowa wybrzmiewają nie tylko z ust moich koleżanek. Podobne zwroty, teksty obserwuję też na różnych forach dla mam, czy w internetowych komentarzach. Cóż, daleko nie trzeba szukać – zrób sobie małą autorefleksję. Ile razy sama pomyślałaś, że jesteś niewystarczająco dobrą mamą? Że mogłaś coś ugotować, zamiast podać słoiczek albo zamiast iść do knajpy. Że mogłaś wymyślić bardziej kreatywną zabawę niż układanie klocków albo zabawa suchym makaronem? Że inna mama to daje z siebie więcej, mimo nieprzespanej nocy wygląda ładniej, ma lepiej zorganizowane życie. Brzmi znajomo?

No idę o zakład, że nie jeden raz naszła Cię podobna myśl. Ale czy zastanawiałaś się skąd biorą się w Tobie takie myśli? Co one powodują w dłuższej perspektywie? Jak z nimi walczyć?

Zacznijmy od początku…

Jak słowniki definiują sformułowanie „poczucie winy”? Gdy przeczytałam te definicje, byłam prawdę mówiąc nieco zaskoczona. Jak mówi język polski „poczucie winy to stan emocjonalny, powstający w sytuacji uświadomienia sobie popełnienia czynu prawnie albo moralnie niedozwolonego”. W sensie jak już odwalisz jakiś kosmiczny numer niepoprawny politycznie, to wtedy dopiero można uznać, że włącza Ci się poczucie winy.

A wiesz co kryje się pod hasłem „wstyd”? „Nieprzyjemne, upokarzające uczucie, wywołane świadomością własnych lub cudzych braków (…) połączone z lękiem przed opinią innych.”

Może się mylę, może idę złym tokiem rozumowania ale według powyższych definicji myśląc sobie coś w stylu „Gośka to jest lepszą mamą niż ja, bo gotuje codziennie zupę” nie wpędzamy się w poczucie winy ale zwyczajnie we wstyd. A tu zaczyna się całkiem inna historia i rozprawa moralna…

Wstyd to nie poczucie winy. Wstyd jest związany z ego, poczucie winy – z zachowaniem. O co właściwie chodzi?

Miałaś kompletnie rozwalony dzień, nic nie szło po Twojej myśli, dziecko nie chciało współpracować, pogoda za oknem nie nastraja optymizmem, generalnie dramat. Jest 13:00, młode zaczyna się drzeć  wniebogłosy i uświadamiasz sobie, że w zasadzie to przecież jest już południe, a Ty nie zrobiłaś obiadu. Zajęłaś się praniem, czy innymi pierdołami związanymi z ogarnianiem rzeczywistości i zupełnie zapomniałaś, że wypadałoby coś zjeść.

No to masz dwie opcje: wjeżdża słoiczek albo lecicie szybko do pobliskiej knajpy, co skończy się zapewne dziką histerią przy stoliku w oczekiwaniu na kelnerkę. W międzyczasie w sieci pojawia się pościk Twojej koleżanki, która na obiad zrobiła dziś krem z dyni i pieczone placuszki z cukinii. Post oczywiście okraszony pięknymi zdjęciami. I w tej sytuacji pomyślisz sobie:

  1. Jestem beznadziejną matką… ona umie gotować, w dodatku zdrowo, wszystko ogarnąć, a ja nawet nie pamiętałam, że moje dziecko musi zjeść obiad… ale ze mnie kretynka.
  2. No trudno, zawaliłam dziś, trochę mi głupio ale ratujmy sytuację, na jutro się lepiej przygotuję.

(Yyyy… to quiz bez wyjaśnienia wyników, sorry. Następnym razem przygotuję coś w stylu ankiety „jaką pizzą jesteś”. Dziś będzie nieco bardziej poważnie.)

Wstyd mówi „jestem zła, niedobra, niewystarczająca”. Poczucie winy natomiast „zrobiłam coś złego, nieodpowiedniego”. I to właśnie wstyd jest epidemią naszej kultury – przynajmniej tak mówi uczona.

Dr Brené Brown, bo ją mam tutaj na myśli, jest kobietą, która zajmuje się m.in. badaniami nad wstydem. Jej wystąpienia udostępniane w Internecie biją na świecie rekordy popularności. Brown nazywa wstyd „bagnem duszy”. Warto w nie wejść nie po to, żeby się w nim babrać albo zadomowić, ale po to, żeby przejść przez to bagno w kaloszach, nie ubabrać się i znaleźć z niego wyjście. Poczucie winy jest ok, motywuje nas zazwyczaj do zmiany. I pod tym podpisuję się rękami i nogami – raz zostawisz dziecko w foteliku na parkingu odjeżdżając z piskiem opon, to gwarantuję Ci, że przy każdym kolejnym pakowaniu się do samochodu, trzy razy sprawdzisz, czy pasażer jest na swoim miejscu.

Zapamiętaj: poczucie winy jest spoko! Wstyd bywa natomiast toksyczny i przytłaczający.

Co jest lekarstwem na wstyd? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Zapewne jeśli odczuwasz opisane emocje z dużą częstotliwością i zaczynają Cię przytłaczać, warto porozmawiać ze specjalistą. Psycholog albo psychiatra czasem w już po 2-3 spotkaniach nakieruje Cię na właściwą ścieżkę i będziesz umiała wygrać ze swoimi czarnymi myślami. Wiem, bo sama to przeszłam. Akurat nie w obszarze bycia mamą ale w obszarze bycia niewystarczająco dobrą partnerką, koleżanką, osobą. Ale o tym kiedy indziej.

Bezapelacyjnie warto mieć obok siebie osobę – partnera, mamę, przyjaciółkę, sąsiadkę, która w momencie kryzysu i chwili poczucia wstydu będzie mogła powiedzieć Ci: wiesz co, ja też tak czasem mam. Też ostatnio zamawiałam pizzę jak moje dzieci się już mocno rozwrzeszczały, bo nie zdążyłam z obiadem. Słowo klucz w takich chwilach to EMPATIA. Nawet nie wiedziałam, jak terapeutyczna może być zwykła rozmowa przez telefon, z koleżanką, która nie będzie doradzać ani umoralniać, ale wysłucha Twoich żali i smutków a na koniec powie: oooo stara, masz przesrane, współczuję! Ale dasz radę, nie z takich opresji wychodziłaś, jutro będzie lepiej. Przywiąż dziada do kaloryfera, może przestanie krzyczeć?

TYLE. Naprawdę, czasem nic więcej do szczęścia nie potrzeba (dobra, żartuję z tym kaloryferem… chociaż, w sumie…?) Potrzebujesz osoby, która Cię nie oceni, ale która wysłucha i poklepie Cię po ramieniu. Proste, prawda?

A jednak jak się okazuje wcale nie takie oczywiste. Dlatego dobrze otaczać się fajnymi babkami. Fajne babki to antidotum na wiele problemów i smutków.

Jednak posiadanie przyjaciółki, takiej prawdziwej, od serca to sprawa wcale nie taka oczywista. Znam masę dziewczyn, które takich osób wokół siebie nie mają – z różnych przyczyn, czasem na własne życzenie, czasem przez przykry splot zdarzeń. Jedno jest pewne – na znalezienie przyjaciela, czy dobrej koleżanki nigdy nie jest za późno.  Być może okaże się, że na zajęciach z jogi znajdziesz jakąś bratnią duszę? Na basenie w szatni? Albo w kameralnej grupie na Facebooku? No serio, znam już kilka takich przypadków, niektóre przetestowałam na żywym organizmie!

Nie zamykaj się na ludzi, spróbuj, zaufaj, daj się poznać, wyjdź z domu i ROZMAWIAJ a jest szansa, że ktoś stanie się bliższy Twojemu sercu. Może z jakąś fajną babką poczujesz pewnego dnia flow.

Babki babkami, ale gdzie w tym wszystkim są faceci?

To co teraz napiszę nie będzie chyba zbyt dużym zaskoczeniem. Wstyd podlega prawom płci. Tadaaaaam!

Oczywiście zarówno Ty jak i Twój partner odczuwacie czasem wstyd (przy założeniu, że żadne z Was nie jest socjopatą) ale każde z Was odczuwa go w swój unikatowy sposób.

Mężczyźni nie mierzą się ze splotem sprzecznych oczekiwań, jak ma to miejsce w przypadku kobiet, ale z jednym oczekiwaniem: Nie pozwól żeby uznawano Cię za słabeusza – to tak trochę ewolucyjnie zadziałało. No bo umówmy się, kto wymaga od faceta tego, żeby zawsze miał wyprasowaną koszulę, ogarnięty dom, zrobione pranie i ciepły obiad na stole? No kto? A od kobiety? No inna kobieta… Albo ona sama. Tak, tak! Wstyd nas motywuje do bycia perfekcyjną. To trochę tak jakbyśmy same sobie założyły takie niewidoczne kajdany, tylko kurde w jakim celu?

No bo przecież to MY chciałybyśmy mieć instagramowe, wysprzątane mieszkanie, pomysł na menu tydzień do przodu, świeży chleb w chlebaku (najlepiej samodzielnie upieczony), poskładane pięknie ręczniczki w łazience, zaplanowane rok do przodu wakacje, ładne ubranie naszykowane na następny dzień, rzeczy uprasowane tuż po wypraniu i porządek w szafie.

No nie jest tak…? Ja bym chciała!

Tylko jest jeszcze jedna zasadnicza kwestia. Na ile te oczekiwania, które sobie stawiasz są realne do spełnienia, gdybyś chciała je tak zrealizować wszystkie na raz? I jak bardzo jesteś nieszczęśliwa czy sfrustrowana, gdy któryś z punktów wspomnianej checklisty nie jest spełniany? Na to pytanie odpowiedz sobie sama. Serio, odpowiedz sobie, bo warto! I zastanów się, kto Ci ten perfekcjonizm włożył do głowy.

Dla większości społeczeństwa nie jestem niestety wyznacznikiem w tej kwestii – a szkoda, bo gdybym była to wszystkim żyłoby się lepiej. Nauczyłam się już jakiś czas temu, że warto odpuścić. Wiem już, że sobotni poranek, to nie jest najlepszy moment na generalne porządki – mimo, że wiele lat mi to wbijano do głowy (dzięki mamo!). Wiem już, że gdy wracam po całym dniu w pracy, zajmuję się dzieckiem, idę na plac zabaw, ogarniam jedzenie, kąpiel i kolację, a później mam ochotę paść na pysk, to mogę. Tak! Mogę paść i nie przeszkadza mi w tym pranie, które trzeci dzień jest niewyjęte z suszarki, ani niepozamiatana podłoga. A wiesz co jest najlepsze? Że nie mam wtedy wyrzutów sumienia. No dobra, czasami mam ale tylko jak nie umyję przez taką kapitulację zębów, a później obudzę się o 2:00 w nocy i sobie to nieumycie boleśnie uświadomię.

I życzę Ci, żebyś doszła w życiu do takiego momentu, że niezależnie, jak czyste czy brudne będzie Twoje mieszkanie, co na obiad zje Twoje dziecko i czy z kosza na pranie wysypują się ubrania, czy już piętrzą się uprane na jakiejś sympatycznej stercie, będziesz zadowolona z tego, jaką babką jesteś. I nie pomyślisz wtedy, że Grażyna z Instagrama to ogarnia życie lepiej od Ciebie, ani że mogłabyś być lepszą wersją siebie, jak wmawiają Ci internetowi kołcze. Pomyślisz sobie zasypiając: kurde, jestem w porządku laską! Lubię siebie. A później zapytasz męża, czy przeliczył domowy budżet i czy stać Was już na sprzątaczkę 😀

Ha!. I z tą myślą Cię dziś zostawiam.

Ahoj.

Tagi
O autorze
Bezkonkurencyjna mistrzyni robienia wszystkiego na ostatnią chwilę, gaszenia pożarów, które przez to wybuchają. Niepoprawna optymistka (mąż nazywa to naiwnością, ale ja wiem swoje). Siłą napędową są dla mnie ludzie, którymi się otaczam. Jak mawia moja mama, od zawsze próbuję bywać jednym tyłkiem na dwóch weselach - no nie umiem usiedzieć w miejscu, ciągle mnie gdzieś nosi. Wychowuję dwóch małych chłopców i co rano moim głównym zadaniem jest to, by przetrwać do wieczora. Ach, no i angażuję w to również mojego męża, który często rozkłada mnie na łopatki swoim poczuciem humoru i niespożytą energią.

4 Comments

  1. Uwielbiam Cię! <3 Mega post, mega blog, super podejście. Już gdzieś kiedyś coś w tym stylu czytałam. Wciąż dużo nauki przede mną w tej kwestii :p

    1. Kobieto, jesteś zajebista! Chcę więcej, na pewno o wspomnianej terapii (chyba). Ja też odkąd jestem mamą (11 miesięcy i 3 dni) inaczej patrzę na świat 😃 Buźka!

  2. Tak sobie przeczytałam i pomyślałam że to chyba trochę o mnie. Jestem na urlopie wychowawczym i teraz kiedy niedługo się kończy pomyślałam jaka że mnie wariatka z tym planem na sprzątanie, gotowanie, prasowanie, pieczenie, robienie przetworów itd itd. Żeby była jasność lubię mieć ogarnięte ale często robię to kosztem siebie. Ja mam odrost po uszy ale mega obiad, placuszki, deserki i pranie jest zrobione. Ehhh trzeba trochę popracować nad sobą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *